Myśląc o niebie mówimy o świętych obcowaniu? - Tak, świętość, czyli życie Boga, jest celem człowieka wierzącego. Zbawienie polega na uczestniczeniu w świętości, a mówiąc dokładniej – na życiu świętością Boga. My świętych otaczamy kultem, co to znaczy?
Powstanie Kościoła to więcej niż pierwszy rozdział jego historii. Pytając o to, pytamy również, dlaczego Kościół powstał i czym był. Na te początki składa się zamysł Jezusa, który stworzył wspólnotę uczniów, a po jego zmartwychwstaniu narodziny Kościoła, misje czytaj wiecej. Wydawca: Petrus. Ilość stron: 252. ISBN
Kościół Starokatolicki uznaje kult świętych, Maryi, obrazów i relikwii, a także modlitwy za zmarłych. Przyjmuje wiarę w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Ośrodek Wietnamskiego Buddyzmu w Polsce: Przewodniczący Hien Ha Minh 250 wiernych (2017) Zarejestrowany w Polsce 17 czerwca 2015 roku.
Kult świętych jako taki jest dobry – jednak jak każde dobro może ulegać rozmaitym wypaczeniom. Z braku miejsca zrezygnujemy z chronologii opisywanych nadużyć oraz z opisywania przypadków zaprzeszłych takich jak sienkiewiczowski handel relikwiami.
MB: Dary to ważna rzecz. Ale nie oszukujmy się. W Kościele każdy dar wiąże się z zadaniem. To, że Kościół jest apostolski, oznacza nie tylko to, że możemy się w nim czuć pewni i spokojni, że nie zabłądzimy i nie pójdziemy za jakimś wymyślonym Jezusem. To oznacza też, że mamy konkretną robotę do zrobienia tu, na ziemi.
Jak przeciwdziałać trzem największym zagrożeniom duchowym rodzin - ks. Zagrożenia duchowe / 30722 ogladany. GO
. Podstawowe prawdy o ludzkiej godności i wartości sakramentu małżeństwa przypomniał ks. Sławomir Kostrzewa, gość parafii księży pallotynów w Lublinie. Ks. Sławek Kostrzewa o swoim życiu może od samego początku powiedzieć, że jest cudem. W jednym z wywiadów opowiadał o swoich rodzicach, którzy mając troje dzieci dowiedzieli się, że znowu zostaną rodzicami, ale tym razem ciąża zagraża życiu matki, a maluchy miały być kalekie. – Mojej mamie sugerowano dokonanie aborcji. W styczniu 1979 roku moi rodzice dowiedzieli się, że Bóg chce obdarzyć ich kolejnym, czwartym już dzieckiem. Była to dla nich wielka radość. Wiedzieli, że niedługo mają przeprowadzić się do nowego mieszkania. Teraz miało być już tylko lepiej. Ale ich radość trwała krótko – do czasu pierwszej wizyty u lekarza. Jednoznacznie zdiagnozowano u mamy chorobę, której symptomy pojawiały się już od dawna: stwardnienie rozsiane. Straszliwa, nieuleczalna choroba, wiążąca się z niewyobrażalnymi wprost cierpieniami. Wysiłek organizmu związany z narodzinami dziecka mógłby być dla niej zabójczy. Po pewnym czasie okazało się, że jest to ciąża bliźniacza – na świat miało przyjść dwoje dzieci. A więc obciążenie organizmu miało być jeszcze większe, niż początkowo przewidywał lekarz. Prawdopodobnie za tą „troską” lekarza kryła się sugestia, by mama poddała się aborcji. Przecież miała już troje dzieci, „a one potrzebują mamy, nie można ich narażać, że ich matka umrze w czasie porodu” - można dowiedzieć się ze świadectwa ks. Sławka. Jakby tego było mało, po pewnym czasie lekarz postawił diagnozę, że dzieci przyjdą na świat kalekie – z wodogłowiem. – Trudno wyobrazić sobie, co musieli wówczas przeżywać moi rodzice, jak ciężka była to dla nich próba wiary. Ale ufali Bogu, polecając siebie i swoje dzieci opiece Serca Jezusowego i Maryi, Matki Bożej. Byli gotowi przyjąć, co Bóg da. Nie czuli się władni decydować o czyimś życiu czy śmierci – opowiadał ks. Sławek. 1 września 1979 roku na świat przyszło dwoje zupełnie zdrowych dzieci. Jednym z nich jest ks. Sławomir Kostrzewa, kapłan diecezji poznańskiej, szczególnie zaangażowany w szerzenie kultu Serca Jezusowego i obrońca wartości rodzinnych. Na zaproszenie lubelskich księży pallotynów wygłosił w kościele pod wezwaniem Wieczerzy Pańskiej konferencję pt. "Być szczęśliwym w małżeństwie. O duchowych zagrożeniach małżeństwa i rodziny oraz sposobach ich przezwyciężania". Zwracając się do zgromadzonych, przypomniał podstawowe prawdy o godności ludzkiej i wartości małżeństwa. – Konstytucją ludzi wierzących są słowa zapisane w Biblii, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże oraz że nasze ciało jest świątynią Boga żywego. Nie jesteśmy więc tylko zlepkiem przypadkowych komórek, ale od pierwszych chwil naszego istnienia jesteśmy kimś wyjątkowym i bardzo umiłowanym. Niestety to zła wiadomość dla szatana, który robi wszystko, aby przekonać nas, że Boga nie ma, że nie ma co myśleć o wieczności, ale skupić się na sobie, własnej wygodzie i przyjemności. Przekonuje nas, że nasza wartość zależy od stanu naszego posiadania i przyjemności, jakie mamy w życiu. Atakuje nas np. wiadomościami, że seksualność jest najważniejsza, że nie ma co budować relacji z jedną osobą, lepiej skupić się na sobie – mówił ks. Sławek. Dlatego tak niebezpieczne jest rozbudzanie od najmłodszych lat sfery seksualnej, kiedy człowiek nie jest jeszcze intelektualnie dojrzały do tego, by zrozumieć czym ona jest. – Każdy rodzi się z naturalnym poczuciem wstydu, który jest bronią wobec zachowań niszczących godność, możliwość samodecydowania o sobie i czystość. Żeby zniszczyć człowieka, trzeba zacząć od pozbawienia go wstydu, czemu służą już niekiedy lekcje w przedszkolach o seksualności zachęcające do zachowań obcych dzieciom, erotyczne reklamy dostępne na każdym kroku, niestosowne zabawki czy programy telewizyjne. Tak niezauważalnie wciąga nas świat, odzierając z wartości zapewniających poczucie bezpieczeństwa i radość. W zamian dostajemy ciągły niepokój, smutek, samotność – mówi ks. Sławek. Nie jesteśmy jednak bezbronni. Sam Jezus podał nam receptę, jak ratować się z najgorszych upadków. – Już w XVII-wiecznej Francji, która odrzuciła Boga, co doprowadziło do rewolucji francuskiej, mordowania chrześcijan, palenia kościołów, tortur i wielu cierpień, Jezus ukazał się zakonnicy Małgorzacie Alacoque, mówiąc, że każdy, kto będzie czcił Jego Najświętsze Serce, uratuje się z każdej niebezpiecznej sytuacji. Ja sam jestem przykładem zaufania moich rodziców Najświętszemu Sercu Jezusa – mówi ks. Sławek. Więcej o tym, co można dziś robić, by nie poddawać się złemu i żyć szczęśliwie w małżeństwie, będzie można przeczytać w 50 numerze "Gościa Lubelskiego".
Darmowa gra na smartfony „Karol Wojtyła: Totus Tuus”, w której będzie można wcielić się w rolę Papieża - Polaka i decydować, czy np. nie powinien zrzucić sutanny, jeszcze się nie ukazała a już wzbudza kontrowersje. Wątpliwości co do jej scenariusza mają w rodzinnym mieście Jana Pawła II. Nie podoba się takie przedstawienie postaci świętego. Jest też brutalna wersja o ks. Jerzym Popiełuszce dla osób powyżej 18 roku grze są takie sceny: atrakcyjna blondynka chce wyciągnąć młodego Karola Wojtyłę na „najlepsze kremówki”. Gracz, który steruje przyszłym papieżem może odmówić, bo spieszy się na mszę lub skusić się na jej wdzięki. Za projekt kontrowersyjnej gry o słynnych duchownych, bo jest też wersja o ks. Jerzym Popiełuszce, zabrała się poznańska firma, która wcześniej tworzyła aplikacje mobilne i analizy internetowe. Bohater gry Karol Wojtyła, czyli św. Jana Paweł II, dla wielu ludzi to postać po prostu święta. Twórcy gry chcą zburzyć ten wizerunek.„Przewidywane są różne zakończenia, także alternatywne. Nasz przyszły papież z pewnością nie będzie monumentem z brązu, ale przede wszystkim człowiekiem, który po maturze poszedł na kremówki” - to ma wyglądać? Gra będzie utrzymana w popularnym stylu Visual Novel (można kliknąć np. opcję, w której Karol Wojtyła, rzuca sutannę w kąt, odchodzi z seminarium i zostaje pisarzem lub walczy w Powstaniu Warszawskim). Gra ma mieć co najmniej osiem różnych zakończeń. Kontrowersje wzbudza też grafika. Wygląd bohaterów oraz realia powojennego Krakowa i przedwojennych Wadowic mają być pokazane w charakterystycznej estetyce „anime”, znanej z brutalnych i pełnych seksu japońskich kreskówek. Gra ma zostać wydana przed końcem br. o ile twórcy zyskają w internetowej zbiórce 25 tys. zł. Na razie idzie im słabo - 33 osoby wpłaciły tylko ok. 1400 miesiące przed premierą projektanci udostępnią słabą wersję demonstracyjną - w sieci można zobaczyć krótkie filmiki i zdjęcia zapowiadające grę, która ma być darmowa. Są tam takie sceny: najpierw blondynka kusi Wojtyłę - gracza, potem on pyta młodą i ładną zakonnicę Bernadettę: „Dlaczego nie zrzucisz habitu?”.To jeszcze nic! W specjalnym dodatku do gry, jako ks. Jerzy Popiełuszko, będzie można zmierzyć się z agentami służb bezpieczeństwa PRL. Wadowiczanie są oburzeni. - Sam gram w gry komputerowe i nie mam nic przeciwko papieżowi w popkulturze, ale trzeba to robić z dobrym smakiem, zwracając uwagę na uczucia religijne, bo dla nas wadowiczan, Jan Paweł II to osoba święta - mówi Mateusz Kowalczyk, student z Wadowic. Jego zdanie nie jest 31-letni Filip Kaczyński, radny wojewódzki, polityk Prawa i Sprawiedliwości nie ma wątpliwości, że postać Jana Pawła II nie powinna być wykorzystana w grze w ten Ojciec Święty jest dla nas, wadowiczan postacią szczególną i wymaga najwyższego szacunku. Twórcy gry chyba chcą wypłynąć na kontrowersji - mówi radny. - Ojciec Święty występował już nie raz w komiksach, ale takie dzieło musi charakteryzować się głębokim wyczuciem i daleko idącym szacunkiem dla osoby świętej - wadowickim muzeum papieskim podchodzą z wielką rezerwą do tego projektu. Choć stawia się tu na multimedialne gry i prezentacje związane z Janem Pawłem II, to pomysł z Karolem Wojtyłą w takim stylu nie mógł spotkać się ze Przy tworzeniu tego typu projektów nie można zachwiać granicy między odpowiednią wartością merytoryczną, a rozrywką i dobrym gustem- podkreśla Magdalena Maślona z Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach. TOP 10 pamiątek po Janie Pawle II z muzeum w Wadowicach [ZDJĘCIA] FLESZ - Apostazja po polsku. Czy Kościół czeka odpływ wiernychTak mieszka jedyna w Polsce rodzina amiszów Wstyd! Tak Polacy biją się o towar w sklepachUrocza twarz policji. To one ocieplają wizerunek mundurowychWyhodowali na działce potwory. Polskie rekordy hodowców warzywWybory Miss Małopolski 2019. Tak wyglądały zmagania kandydatek [ZDJĘCIA]Najlepsze memy o krakowskich uczelniachPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Podstawowe prawdy o ludzkiej godności i wartości sakramentu małżeństwa przypomniał ks. Sławomir Kostrzewa, gość parafii księży pallotynów w Lublinie. Ks. Sławek Kostrzewa o swoim życiu może od samego początku powiedzieć, że jest cudem. W jednym z wywiadów opowiadał o swoich rodzicach, którzy mając troje dzieci dowiedzieli się, że znowu zostaną rodzicami, ale tym razem ciąża zagraża życiu matki, a maluchy miały być kalekie. – Mojej mamie sugerowano dokonanie aborcji. W styczniu 1979 roku moi rodzice dowiedzieli się, że Bóg chce obdarzyć ich kolejnym, czwartym już dzieckiem. Była to dla nich wielka radość. Wiedzieli, że niedługo mają przeprowadzić się do nowego mieszkania. Teraz miało być już tylko lepiej. Ale ich radość trwała krótko – do czasu pierwszej wizyty u lekarza. Jednoznacznie zdiagnozowano u mamy chorobę, której symptomy pojawiały się już od dawna: stwardnienie rozsiane. Straszliwa, nieuleczalna choroba, wiążąca się z niewyobrażalnymi wprost cierpieniami. Wysiłek organizmu związany z narodzinami dziecka mógłby być dla niej zabójczy. Po pewnym czasie okazało się, że jest to ciąża bliźniacza – na świat miało przyjść dwoje dzieci. A więc obciążenie organizmu miało być jeszcze większe, niż początkowo przewidywał lekarz. Prawdopodobnie za tą „troską” lekarza kryła się sugestia, by mama poddała się aborcji. Przecież miała już troje dzieci, „a one potrzebują mamy, nie można ich narażać, że ich matka umrze w czasie porodu” - można dowiedzieć się ze świadectwa ks. Sławka. Jakby tego było mało, po pewnym czasie lekarz postawił diagnozę, że dzieci przyjdą na świat kalekie – z wodogłowiem. – Trudno wyobrazić sobie, co musieli wówczas przeżywać moi rodzice, jak ciężka była to dla nich próba wiary. Ale ufali Bogu, polecając siebie i swoje dzieci opiece Serca Jezusowego i Maryi, Matki Bożej. Byli gotowi przyjąć, co Bóg da. Nie czuli się władni decydować o czyimś życiu czy śmierci – opowiadał ks. Sławek. 1 września 1979 roku na świat przyszło dwoje zupełnie zdrowych dzieci. Jednym z nich jest ks. Sławomir Kostrzewa, kapłan diecezji poznańskiej, szczególnie zaangażowany w szerzenie kultu Serca Jezusowego i obrońca wartości rodzinnych. Na zaproszenie lubelskich księży pallotynów wygłosił w kościele pod wezwaniem Wieczerzy Pańskiej konferencję pt. "Być szczęśliwym w małżeństwie. O duchowych zagrożeniach małżeństwa i rodziny oraz sposobach ich przezwyciężania". Zwracając się do zgromadzonych, przypomniał podstawowe prawdy o godności ludzkiej i wartości małżeństwa. – Konstytucją ludzi wierzących są słowa zapisane w Biblii, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże oraz że nasze ciało jest świątynią Boga żywego. Nie jesteśmy więc tylko zlepkiem przypadkowych komórek, ale od pierwszych chwil naszego istnienia jesteśmy kimś wyjątkowym i bardzo umiłowanym. Niestety to zła wiadomość dla szatana, który robi wszystko, aby przekonać nas, że Boga nie ma, że nie ma co myśleć o wieczności, ale skupić się na sobie, własnej wygodzie i przyjemności. Przekonuje nas, że nasza wartość zależy od stanu naszego posiadania i przyjemności, jakie mamy w życiu. Atakuje nas np. wiadomościami, że seksualność jest najważniejsza, że nie ma co budować relacji z jedną osobą, lepiej skupić się na sobie – mówił ks. Sławek. Dlatego tak niebezpieczne jest rozbudzanie od najmłodszych lat sfery seksualnej, kiedy człowiek nie jest jeszcze intelektualnie dojrzały do tego, by zrozumieć czym ona jest. – Każdy rodzi się z naturalnym poczuciem wstydu, który jest bronią wobec zachowań niszczących godność, możliwość samodecydowania o sobie i czystość. Żeby zniszczyć człowieka, trzeba zacząć od pozbawienia go wstydu, czemu służą już niekiedy lekcje w przedszkolach o seksualności zachęcające do zachowań obcych dzieciom, erotyczne reklamy dostępne na każdym kroku, niestosowne zabawki czy programy telewizyjne. Tak niezauważalnie wciąga nas świat, odzierając z wartości zapewniających poczucie bezpieczeństwa i radość. W zamian dostajemy ciągły niepokój, smutek, samotność – mówi ks. Sławek. Nie jesteśmy jednak bezbronni. Sam Jezus podał nam receptę, jak ratować się z najgorszych upadków. – Już w XVII-wiecznej Francji, która odrzuciła Boga, co doprowadziło do rewolucji francuskiej, mordowania chrześcijan, palenia kościołów, tortur i wielu cierpień, Jezus ukazał się zakonnicy Małgorzacie Alacoque, mówiąc, że każdy, kto będzie czcił Jego Najświętsze Serce, uratuje się z każdej niebezpiecznej sytuacji. Ja sam jestem przykładem zaufania moich rodziców Najświętszemu Sercu Jezusa – mówi ks. Sławek. Więcej o tym, co można dziś robić, by nie poddawać się złemu i żyć szczęśliwie w małżeństwie, będzie można przeczytać w 50 numerze "Gościa Lubelskiego". 1 / 1 oceń artykuł
Fundacja SMS z Nieba opublikowała zdjęcia, na których książę wspólnie z parafianami palą książki. Wśród tytułów znalazł się Harry Potter i Zmierzch. Akcja "palenia książek" miała miejsce w niedzielę, 31 marca przed gdańskim kościołem pw. NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej. Księża wspólnie z ministrantami uzbierali stos z książek i symboli niezgodnymi z nauką Kościoła, po czym wynieśli je przed kościół i spalili. Wydarzeniem pochwaliła się koszalińska Fundacja SMS z Nieba:- Jesteśmy posłuszni Słowu - napisała organizacja na swoim profilu w serwisie społecznościowym i przytoczyła szereg cytatów z Biblii oraz Kodeksu Kościoła Katolickiego. Wśród komentujących przeważa zdziwienie. - Palenie książek w XXI wieku? Serio? - pisze internauta Wojciech. Bartosz dodaje: - Wstawiacie tu naprawdę fajne treści, ale to jest przegięcie. Wiecie kto nie tak dawno palił książki? Hitlerowcy. Druga sprawa to taka, że błazenadą jest palenie jakichś pamiątek (do których raczej nikt nie przywiązuje jakiejs wagi duchowej) na cześć Pana Boga. Trochę oglupianie ludzi w tym wypadku, ale jak ktos lubi takie szopki to ok (zapis oryginalny).Fundacja "SMS z Nieba""SMS z Nieba" działa od 1 listopada 2006 r. Aktualnie można pobrać specjalną aplikację "SMS z Nieba", dzięki której użytkownicy codziennie otrzymują wiadomości ze Słowem Bożym i interesującymi ich informacjami religijnymi z jednej z 22 grup i pomysłodawcą projektu "SMS z Nieba" jest ks. Rafał Jarosiewicz, znany z oryginalnych pomysłów (np. Mobilny konfesjonał, Biblioteka dla zmarłych, Ewangelia na dachach).Szymon Hołownia komentując na swojej facebookowej stronie wydarzenia z Gdańska, napisał: "A jeśli ktoś chciałby zrozumieć, dlaczego pogaństwem było palenie książek w Gdańsku, wyjaśniam, co następuje..." Cały wpis przeczytacie tutaj: Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Autor: Piotr Andryszczak, dodano: 2020-03-13 Dodamy jeszcze cytaty z Pisma Świętego: Ef 5, 5 Kol 3, 5 "O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest bałwochwalca - nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga." "Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem." Wróćmy do publikacji Świadków Jehowy: Tutaj nie jest jasno sprecyzowane, czy modlitwa jest do obrazów czy do Jezusa bądź Świętych Pańskich. Ale poniższy tekst nie pozostawia wątpliwości: Czytając powyższy tekst naprawdę wybuchłem śmiechem. Poważnie, tak było. Jakie fakty? Modlitwy do obrazów? Przemawianie do nich? Czy autor tych słów poważnie traktuje swoich czytelników? Co jest złego w uklęknięciu przed wizerunkiem Chrystusa i modlitwa o ochronę przed podróżą? Przecież to nie sam wizerunek ma chronić, tylko prosimy Jezusa o ochronę. To jest przecież oczywiste. Można też przecież modlić się do Jezusa i prosić o opiekę, kiedy nie mamy "pod ręką" żadnego obrazu czy figury. Starożytni Egipcjanie, Babilończycy czy Grecy, swoje figurki uważali za bogów. Właśnie tym figurkom oddawano boską cześć. Natomiast z katolickiego punktu widzenia, figura Matki Bożej nie jest bogiem i nie jest adorowana dla niej samej. Figury i obrazy same w sobie nie posiadają żadnej mocy. Co takiego chcą wmówić swoim czytelnikom anonimowi redaktorzy? Owszem, adorujemy też Krzyż, ale to nie oznacza, że adoracja dotyczy samego drzewa, z którego jest zrobiony. Każda adoracja jest skierowana ku Bogu, a nie przedmiotom. Katolicy adorują Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie: Natomiast Świadkowie Jehowy poprzez sprytną manipulację chcą wmówić swoim czytelnikom, że katolickie figury są bożkami, które mają rzekomo pomóc. Łączą więc takie wizerunki z bożkami. Na poparcie cytują Psalm: Katolicy nie czynią bożków, nie ufają im. Ufność pokładamy w Bogu. Dalej w swoim artykule Świadkowie Jehowy po raz kolejny łączą obrazy i figury religijne z bałwanami i odlanymi bożkami, przez co wprowadzają czytelników w błąd. Aby uzasadnić swoją nieprawdziwą tezę, znaleźli kolejny werset: Katolickie obrazy i figury nie są bałwanami i bożkami. Świadkowie Jehowy w poniższym tekście twierdzą, że katolicy modlą się do obrazów i do figur: Katolicy nie modlą się do żadnych przedmiotów. Jeżeli katolik modli się, to przed obrazem, a nie do obrazu. Dlaczego Świadkowie Jehowy przedstawiają taką modlitwę w fałszywym świetle i jaki mają w tym cel? Jest oczywistością, że katolicy modląc się przed obrazem nie uważają się za bałwochwalców. Gdyby katolicy uważali, że materiały z których są zrobione owe przedmioty są bogami, to zarzut byłby zasadny. Ale mimo tego, dalej idą w zaparte i ponownie stawiają absurdalny zarzut: Świadkowie Jehowy pytają: "Dlaczego to robią"? Odpowiedź jest prosta: katolicy tego nie robią!!! To nie jest pogląd katolicki. Katolicy nie modlą się ani do figur, ani do obrazów. Nie ma czegoś takiego! Jeżeli katolicy klękają (postawa) i modlą się, to już przed obrazami, a nie modlą się do obrazów! To o czym piszą Świadkowie Jehowy w swoich publikacjach na temat rzekomych modlitw do obrazów nie jest zgodne z prawdą. Jest to sprowadzanie modlitwy do absurdu. W pełni zgadzam się z tą katolicką Encyklopedią. Oficjalnie w Kościele katolickim zakaz jest przestrzegany. Katolicy nie oddają czci obcym bogom i bożkom. Pierwsi chrześcijanie nie mieli żadnych wizerunków, ponieważ w tamtych czasach było ogromne prześladowanie. Gdyby mieli jakiś obraz Pana Jezusa czy Maryi, to zaraz zostaliby zdemaskowani jako chrześcijanie i ponieśliby wówczas surowe konsekwencje. "Święci S i NT posługiwali się przedmiotami, przez które okazywała się chwała Boga. Tekst Lb 21:18 mówi o wywyższonym miedzianym wężu, a 2Krl 13:21 o wskrzeszających właściwościach kości Elizeusza. On sam płaszczem rozdzielił wody Jordanu (2Krl 2:14), a kości Józefa wielce szanowano (Wj 13:19, Syr 49:15). Kobieta dotykająca się płaszcza Chrystusa została pochwalona (Mk 5:28nn., 34), a chustki dotknięte przez Pawła uzdrawiały (Dz 19:11n.). Bóg użył nawet cienia Piotra dla niesienia pomocy chorym (Dz 5:15n.). Jezus uzdrawiając posłużył się zaś błotem (J 9:6). Tekst Rz 1:20 uczy, że nawet Boga poznajemy przez Jego dzieła, którymi niejednokrotnie może być martwa natura. Czy obraz pejzażu nie może przypominać nam rzeczywistych dzieł Bożych? Czy osoba na obrazie nie może przypominać nam tej istoty? Por. Mdr 13:5. Mówiąc, że uprawiamy bałwochwalstwo, powinni zauważyć, że NT inaczej interpretuje je niż oni: „Zadajcie więc śmierć temu co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem” (Kol 3:5; por. Flp 3:19 - „ich bogiem - brzuch”), „O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest bałwochwalca - nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusa i Boga” Ef 5:5. Zwróćmy ŚJ uwagę na to, że obraz lub figura nie są nieodzowne do modlitwy. Modlimy się też w pomieszczeniach gdzie ich brak. Zwracamy się ze czcią do świętych osób w kaplicach i kościołach, w których nie ma figury czy obrazu w danej osoby. Modlimy się też do Boga, a chyba w żadnym kościele nie ma Jego figury czy obrazu. To wyjaśnienie powinno wyprowadzić ŚJ z błędnego pojmowania naszego kultu. Posiadanie w domach czy kościołach obrazu pozwala też od razu odróżnić katolika od innowiercy czy ateisty. Świadczy to też o tym, do kogo należy świątynia. Podobnie salę królestwa ŚJ każdy pozna po symbolach Strażnicy (wieżyczka; w 2009 nakazano je usunąć patrz „Nasza Służba Królestwa” Nr 4, 2009 s. 4) czy ich czasopismach oraz zamieszczanym na fasadach sal niebieskim logo Nieprawdą jest to, że Izraelitom obcy był kult przedmiotów związanych z uwielbianiem Boga. Naród Wybrany na polecenie Boga namaszczał ołtarze (Wj 29:36, Kpł 8:11, Lb 7:10), ołtarz całopalenia (Wj 40:10), święty namiot (Wj 30:26), Arkę Przymierza (Wj 40:9, Kpł 8:10, Lb 7:1), stele (Rdz 28:18, 31:13) i tarcze (Iz 21:5, 2Sm 1:21). Mieli też oni czcić Przybytek (Kpł 19:30, 26:2, Ps 138:2). Izraelici posiadali też chorągwie (Lb 2:2, 10, 17)." ( Kult obrazów jest "aktem wielbienia" osób, które one przedstawiają. Nie jest to oddawanie im boskiej czci. Obrazy czy figury Pana Jezusa, Maryi czy Świętych Pańskich chroni się przed zniszczeniem, profanacją właśnie dlatego, że one wskazują na te osoby. Po pierwsze, Pan Jezus niczego nie wykluczył, a same obrazy czy figury nie mają nic wspólnego z przychodzeniem do Jezusa. Świadkowie Jehowy nie mają obrazów, a czy oni przychodzą do Ojca przez Jezusa? Czy Świadkowie Jehowy zwracają się do Jezusa? Modlą się do Niego (J 14, 14; 1 J 5, 13-15) jako pośrednika? Po drugie, Świadkowie Jehowy manipulują w tym fragmencie. Najpierw twierdzą, iż Pan Jezus wykluczył używanie wizerunków, a następnie, że pierwsi chrześcijanie byli przeciwni kultowi obrazów. Skoro nie było wówczas kultu obrazów, to jak pierwsi chrześcijanie mogli być przeciw temu kultowi?
dlaczego kościół katolicki dopuszcza kult świętych obrazów ks sławomir kostrzewa